"SEMAFOR": podjęliśmy próbę przekazywania na łamach "Semafora" informacji i wiadomości, które mamy nadzieję zainteresują naszych czytelników; informacji których nie znajdziecie na łamach oficjalnych dzienników....

WOLNA DROGA: Choć poszukiwanie prostych rozwiązań jest osadzone głęboko w podświadomości, a nieskomplikowany obraz rzeczywistości jest wygodny, nie zmusza do choćby chwilowej zadumy, do uświadomienia prawdy o traconym wpływie na własne losy, na otaczający świat - od poszukiwania prawdy nikt nas nie zwolni.

 
Poniedziałek, 20 października 2014 r.
Imieniny obchodzą: Ireny, Kleopatry, Jana
 
In memoriam
Sekcja Krajowa Kolejarzy NSZZ „Solidarność”, przy wsparciu Związku Pracodawców Kolejowych, zorganizowała wyprawę w góry Kaukazu. Celem wyprawy było uczczenie pamięci Prezydenckiej Pary śp. Marii i Lecha Kaczyńskich.
O przygotowaniach do wyprawy, gościnności Gruzinów, trudach w zdobywaniu szczytu Kazbek i wzruszających momentach towarzyszącym wspomnieniom Przyjaciela Gruzji, Prezydenta Polski śp. Lecha Kaczyńskiego, dla „Wolnej Drogi” mówi uczestnik wyprawy Zenon Kozendra.
W wyprawie uczestniczyli kolejarze, członkowie NSZZ „Solidarność”: Wioletta Drozdowska, Jan Gaida, Wojciech Drewiniak, Henryk Sikora, Zenon Kozendra.


Uczcić pamięć…
Dlaczego Gruzja i Kazbek, skoro jest przecież tyle gór i szczytów, które można zdobyć? Niejeden z Was tak zapyta, a odpowiedź nie prosta.
Kazbek to, obok Elbrusa i Araratu, jeden z najwyższych szczytów Kaukazu - wznosi się na wysokość 5047 m n.p.m. Uznawany jest za najtrudniejszy, głównie z powodu kapryśnej pogody i długiego podejścia na szczyt, które musimy pokonać za jednym razem.
Dla nas ten szczyt ma jeszcze jedno znaczenie. Ideą wyprawy jest, bowiem upamiętnienie Lecha Kaczyńskiego, jego solidarności oraz zaangażowania w walkę o niepodległość Gruzji i wyrażenie tego przez wysokogórską wyprawę i związany z nią wysiłek i niebezpieczeństwa.
Lech Kaczyński był Wiceprzewodniczącym Komisji Krajowej NSZZ „Solidarność” i Prezydentem RP, a więc osobą ważną zarówno dla Polski, jak i dla NSZZ „Solidarność”. Chcemy w sposób godny, z dala od politycznych niesnasek, uczcić Prezydenta Lecha Kaczyńskiego i jego żonę Marię, ich patriotyzm i zaangażowanie w sprawy Gruzji.
Poza tym Kazbek, to piękna góra, gdzie, według mitologii, przykuty był Prometeusz za to, że ofiarował ludziom ogień. Swoim magnetyzmem przyciąga od lat śmiałków, którzy chcą się z nią zmierzyć.
 
Przez Tybilisi do Kazbegi

Spotykamy się wszyscy na Dworcu Wschodnim. Każdy z maksymalnie wypchanym plecakiem, w którym musiało znaleźć się miejsce na uprząż, śpiwór, raki, czekan, kask i inny sprzęt potrzebny do chodzenia po lodowcu i wysokich górach. Ale to nie koniec. Wojtek przywiózł żywność liofilizowaną, którą musimy jeszcze jakoś upchnąć.
Podręczną wagą ważymy każdy plecak, by nie przekroczyć limitu 20 kg, które możemy zabrać do samolotu. Niestety okazuje się, że nawet rozkładając ciężar musimy nasze namioty wziąć w nadbagażu.
Po nocnym locie do Gruzji, docieramy nad ranem do Tybilisi. Z lotniska odbiera nas Juba Gamaszwili, nasz przewodnik. Jego jeepem jedziemy do Kazbegi (Stepancminda), małego miasteczka leżącego u podnóża Kazbeku. Zatrzymujemy się na kwaterze u rodziny gruzińskiej, która prowadzi formę agroturystki, warunki skromne, ale Gruzini są serdeczni i otwarci.
Następnego dnia rano wyruszamy do jednego z najsłynniejszych miejsc w Gruzji, do kościoła Cmina Sameba – kościoła Trójcy Świętej. Ten piękny XIV-wieczny kościół położony jest na wysokości 2170 n.p.m. Stąd wyruszamy z zamiarem dotarcia popołudniem do miejsca, które ma być naszą bazą, do schroniska leżącego na wysokości 3600 n.p.m. Droga prowadzi wśród olbrzymich pięknych hal, które porośnięte są rododendronami kaukaskimi zamiast, tak jak w Tatrach, kosówką.

W drodze na szczyt
Po kilku godzinach dochodzimy do wzburzonych nurtów potoku Czheri, który wypływa z brył martwego lodu w morenie, niosąc za sobą pył wulkaniczny. Woda jest bardzo zimna i mętna. Przy pomocy Juby, z duszą na ramieniu, udaje nam się przeprawić po kamieniach na drugą stronę.
Za potokiem krajobraz staje się bardziej dziki i nieprzyjazny, prawie brak roślinności. Wędrujemy moreną wśród porozrzucanych olbrzymich głazów. Niestety z kłębiących się nad nami chmur zaczyna padać na przemian deszcz i śnieg. Jest coraz zimniej, gdy docieramy na wysokość 3400 n.p.m. do czoła lodowca Gergeti.
Lodowiec poprzecinany jest głębokimi i niebezpiecznymi szczelinami. Trzeba uważać, by obrać właściwy kierunek, gdyż wejście w pola lodowych szczelin jest bardzo niebezpieczne.
Kapryśna pogoda, z której słynie Kazbek coraz bardziej daje nam się we znaki. Padający śnieg i deszcz zastępuje grad. Jego uderzenia są bolesne i zmuszony jestem założyć kask. Jest nam zimno, jesteśmy przemoczeni i potwornie zmęczeni, kiedy resztkami sił docieramy do dawnej stacji meteorologicznej, która obecnie pełni funkcję prowizorycznego schroniska.
Rozbijamy namioty na kamiennych polach pokrytych śniegiem i próbujemy w jednym z pomieszczeń wyposażonym w czteroosobowe prycze porozkładać nasze przemoczone rzeczy. Schronisko jest mało przyjazne, wszechobecne zimno, wilgoć, ciasnota i wrażenie zaniedbania są przygnębiające. Nie przypomina ono schronisk, do których jesteśmy przyzwyczajeni, gdzie można kupić coś gorącego i zagrzać się przy ogniu. W jednej dostępnej izbie, która pełni rolę jadalni i miejsca spotkań, znajdują się dwa stoły. Miejsca jest mało i często, by usiąść, trzeba czekać na swoją kolej.

Gruzini pamiętają
Wieczorem idziemy do pokoju Gruzinów prowadzących schronisko. Witają nas serdecznie i zapraszają do stołu. Opowieść, że jesteśmy kolejarzami z Polski, którzy chcą wejść na szczyt i zostawić tablicę poświęconą Marii i Lechowi Kaczyńskim, budzi ich zainteresowanie i sympatię. Dla Gruzinów Lech Kaczyński, to postać, która budzi szacunek i wdzięczność.
Doświadczamy, czym jest gruzińska gościnność. Na stole czacza, czyli rodzaj miejscowego bimbru i zakąska w postaci słoniny, czosnku i chleba. Wznosimy toasty za nasze kraje, za przyjaźń i za Lecha Kaczyńskiego. Gospodarze obiecują, że nazajutrz, ponieważ jest niedziela, zrobimy sobie święto i przymocujemy tablicę w miejscu, które dla niej znaleźli. Obiecują, że będziemy zadowoleni.
Kolejny dzień wita nas mgłą, deszczem i śniegiem. Góry zasnute są chmurami, jest nam zimno, a wysokość daje się we znaki. Każdy krok wymaga dużego wysiłku. Myjemy się w „górskiej łazience”, czyli przy rurze wbitej w lodowiec, z której nieustanie płynie lodowata woda.
Po południu zapowiadane uroczyste przymocowanie tablicy. Gruzini wskazują nam stojący przed schroniskiem wymurowany z granitowych głazów postument uwieńczony metalowym krzyżem. Miejsce idealne, dobrze widoczne, a jednocześnie dostojne, jakby specjalnie czekało, by upamiętnić wielkiego przyjaciela Gruzji – Lecha Kaczyńskiego.
Granitowe bloki stawiają opór wiertarce i zmuszeni jesteśmy użyć specjalnych haków, by przymocować tablicę. Wreszcie się udaje i tablica znajduje się na miejscu. Wygląda pięknie pośród skał ponad dzikimi górami Kaukazu.
Trzykrotna salwa z karabinu i toast za Marię i Lecha Kaczyńskich, za Polskę i za przyjaźń wzniesiony przez Gruzinów budzi nasze wzruszenie. To takie spontaniczne, szczere i uroczyste zarazem. Na talerzu przygotowany dla nas poczęstunek, plasterki jabłek, kawałki chleba, ryba, ogórki. Skromnie, ale mamy świadomość, że to z serca i że to wszystko, co w tym momencie mają, przysłowiowy wdowi grosz.
To piękna wzruszająca chwila, z której jesteśmy dumni i dla której warto było ponieść trud górskiej wędrówki.

Nie jest łatwo
Kiedy budzimy się następnego ranka, z nadzieją patrzymy w niebo. Niestety - chmury skrywają szczyt Kazbeka. Co jakiś czas pada deszcz i śnieg. Mamy świadomość, że powodzenie w zdobyciu szczytu w dużej mierze zależy od naszej aklimatyzacji. Na tej wysokości jest około 30% mniej tlenu niż na nizinach, co powoduje znacznie mniejszą wydolność organizmu, bóle głowy, a czasem i wymioty. Duży wysiłek może być niebezpieczny dla zdrowia.
By, choć częściowo się zaaklimatyzować, wychodzimy w gęstej mgle do metalowej kaplicy na wysokość 3900 n.p.m. Mamy świadomość, że to niewystarczająca aklimatyzacja, ale to wszystko, co można zrobić przy tej pogodzie.
Następnego dnia budzę się o 3 rano tylko po to, aby stwierdzić, że znowu pada. Kolejny dzień oczekiwania na okno pogodowe i znów pogoda pozwala jedynie na krótki wypad do kaplicy na ponad 3900 n.p.m.
Kolejna noc i pobudka o 3 rano i znowu rozczarowanie, gdyż niebo jest zasnute chmurami. Tak jak poprzedniej nocy idę do prowizorycznej jadalni, by zrobić sobie herbaty i przeczekać do rana.
Silny ból głowy spowodowany wysokością nie pozwala na sen. Około 4 nad ranem zauważam, że niebo zaczyna się rozjaśniać, pokazują się pierwsze gwiazdy i od razu budzi się nadzieja na poprawę pogody. Uznajemy z przewodnikiem, że warto zaryzykować i ruszyć na szczyt, budzę pozostałych, gotujemy herbatę, by napełnić termosy, wiemy, że duża ilość wypitych płynów, to jeden z podstawowych warunków powodzenia w wysokich górach.
O 5 rano ekipa jest już gotowa do wyjścia. Ja uznaję, że z powodu złego samopoczucia, moje pójście z nimi jest zbyt dużym ryzykiem dla powodzenia wyprawy. Jeśli musiałbym się wycofać w czasie ataku na szczyt, to wtedy wracaliby wszyscy. Taka jest zasada w górach, zasada D'Artagnana - jeden za wszystkich, wszyscy za jednego.
Po jakimś czasie podobną decyzję podejmuje Wiola. To trudny moment, kiedy trzeba schować głęboko osobiste ambicje i wybrać to, co przyniesie powodzenie całej ekipie, co umożliwi osiągniecie celu.

Najwyższy szczyt Gruzji zdobyty
Naszym celem jest zdobycie szczytu, a więc zaatakować powinni go ci, którzy są w danej chwili najmocniejsi, którzy mają największe szanse.
Około godziny 13 tego dnia, po ośmiogodzinnym wyczerpującym podejściu, Janek, Wojtek i Heniek zdobywają Kazbek, jeden z najwyższych szczytów Kaukazu i najwyższy szczyt Gruzji. Zdobycie go okupione jest olbrzymim wysiłkiem, co w połączeniu z niesprzyjającymi warunkami potęguje u nich chorobę wysokościową i wyczerpanie. Na szczęście w bazie jest ekipa polskich lekarzy z Lublina, którzy udzielają nam pomocy.

Wracamy do domu
Następnego dnia zwijamy nasz obóz i wracamy na dół do Kazbegi, a później do Tbilisi. Jesteśmy szczęśliwi, że udało się nam osiągnąć to, co zamierzaliśmy, zdobyć szczyt Kazbeku i zostawić tablicę ku pamięci Marii i Lecha Kaczyńskich.
Ta wyprawa organizowana przez Sekcję Krajową Kolejarzy NSZZ „Solidarność”, przy wsparciu Związku Pracodawców Kolejowych w Polsce, pokazała, że można, współdziałając po partnersku, osiągnąć nawet najtrudniejsze, najwyżej leżące cele.
Notował Aleksander Wiśniewski
fot.Z.Kozendra


  Komentarze 2
~ana2012-11-09 14:07:26
Chodziło mi o zdjęcie
~tu jest2012-11-08 20:42:41
Tu jest Janek Gaida ... " Około godziny 13 tego dnia, po ośmiogodzinnym wyczerpującym podejściu, JANEK, Wojtek i Heniek zdobywają Kazbek, jeden z najwyższych szczytów Kaukazu i najwyższy szczyt Gruzji." ...
~wpisz swój nick2012-11-08 14:35:51
Misja szczytna, tylko prawda się trochę rozmyła.
~ana2012-11-08 11:35:48
A gdzie jest Janek?
  Dodaj swój komentarz
~
Copyright "Wolna Droga"
[X]
Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Prywatności. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.